| Napisany przez Waldek Siwczyński, z 25-11-2011 00:00 |
Są kabarety, są satyrycy, są dowcipy, ale...
Właściwie wystarczyłoby napisać: „W czwartek wystąpił w Legionowie kabaret Mumio”. Znawcy tematu i tak wiedzieliby czym taki incydent pachnie. Problem w tym, że w przypadku Mumio nic nie jest takie oczywiste. Nawet, kwestionowany przez członków grupy, fakt bycia kabaretem.
Bywalcy Legionowskich Czwartków Kabaretowych widzieli już wiele i niewiele ich może zaskoczyć. Ale jest taki sceniczny podmiot, który to potrafi, bo na swój firmowy oręż wybrał improwizację. W ubiegłym tygodniu legionowian zdobył dzięki niej właściwie bez walki. Zamiast tego wstępu wystarczyłoby zresztą jedno słowo: Mumio. I wszystko staje się jasne. Oprócz tego, skąd w nim tak błyskotliwe i unikalne zarazem poczucie humoru. – Na pewno nie czerpaliśmy z nikogo w takim sensie, że coś tam oglądaliśmy i świadomie dokonywaliśmy powielenia. To nas zupełnie nie kręci. Wiadomo natomiast, że nigdy nie ma takiej totalnej świeżości; coś tam w życiu oglądamy, coś tam nas śmieszy, i to kształtuje naszą wrażliwość – mówi Dariusz Basiński. – Dużo czerpaliśmy z siebie, a przecież składamy się z różnych życiowych doświadczeń i rzeczy, które zobaczyliśmy. Z pewnością kierowaliśmy się tym, co w nas mocno siedzi – dodaje Jadwiga Basińska (zbieżność nazwisk „małżonkowa”). Usiedzieć trudno było za to widzom. Mimo że spektakl „Lutownica, ale nie pistoletowa, tylko taka kolba” Mumio grywa od dziesięciu lat, za każdym razem robi to inaczej. Legionowianie w ciemno kupili nawet gagi, za które inni zostaliby pewnie wygwizdani. Na przykład wymowną, kilkuminutową ciszę na scenie, proponowanie ludziom opuszczenia sali, zabawę znalezioną w ratuszowym atrium miejską reklamą, krótkotrwały zabór mienia w postaci kurtki jednego z widzów… Sporo tego było.
Nie ulega wątpliwości, że ogólnopolską rozpoznawalność Mumio zyskało, rzec można, przez telefon. Jego członkowie nic a nic się tego nie wstydzą. Wręcz przeciwnie. – To, co jest w reklamach troszeczkę odbiega od tego, co jest w spektaklach, ale nie zmienia to faktu, że te reklamy także są nam bliskie. Cieszą nas one, nie ma co ukrywać, również ze względów finansowych. Dają niezależność, dzięki której mogłem sobie na przykład stworzyć studio i planować projekt muzyczny, które aktualnie rozkręcam – przyznaje Basiński. W czwartek rozkręciło się, póki co, Mumio. W absurdalnych dialogach i surrealistycznych scenkach publiczność dostała dokładnie to, czego oczekiwała. Kolejny raz okazało się, że ci artyści humor odnajdują tam, gdzie go z pozoru nie ma. Na szczęście to może być zaraźliwe. – Nie wiem dokładnie, jak było w naszym przypadku i kto kogo kształtował. Wiem jednak, że określonym oglądem rzeczywistości można się od innego człowieka zarazić – uważa „pierwsza dama” Mumio. Chociaż zima za pasem, akurat tej infekcji obawiać się nie trzeba. Wśród wielu chorób zakaźnych, śmiech jest bez wątpienia najmniej groźny dla zdrowia.
|
Komentarze użytkowników (0)
|
|
|