| Napisany przez Aldo, z 25-11-2011 00:00 |
Staś Orłowski urodził się na przełomie 23 i 24 tygodnia ciąży. Ważył wtedy 800 g. Mimo że lekarze dawali mu zaledwie półprocentową szansę na przeżycie, przetrwał, a po pięciu miesiącach hospitalizacji rodzice przywieźli go do domu. Walka o jego zdrowie trwa jednak nadal. I prawdopodobnie nigdy nie będzie całkiem wygrana.
– Ze względu na głębokie wcześniactwo Staś ma duże uszkodzenia neurologiczne i jego rozwój, zarówno fizyczny, jak i intelektualny, jest bardzo niepewny. Jakby tego było mało, w jego oczach zdążyła się wykształcić tylko bardzo malutka siatkówka, która wraz z dużą wadą wzroku ogranicza możliwość poznawania świata – mówi Monika Orłowska, mama chłopca. W związku z tymi dolegliwościami, jego dzieciństwo wyznaczają daty kolejnych zabiegów i operacji mających zwiększyć szanse na normalne życie. Niestety, wobec niektórych schorzeń krajowa medycyna jest bezradna. Stąd rozpaczliwe poszukiwania rodziców zmierzające do znalezienia skutecznej terapii oraz szpitala, w którym podjęto by się leczenia Stasia. Okazało się, że placówka zajmująca się przeszczepianiem komórek macierzystych znajduje się aż w Chnach. – Co prawda w Polsce są one już wykorzystywane w leczeniu, ale akurat nie w tym celu, który nas interesuje. Jeśli chodzi o nasze dziecko, posłużyłyby one do wzmocnienia jego układu nerwowego. Ponadto operacja poprawiłaby też prawdopodobnie wzrok Stasia – ma nadzieje pani Monika.
Koszt wyjazdu i operacji w chińskiej klinice to około 100 tys. zł. Zgromadzenie takiej kwoty znacznie przekracza możliwości rodziny Stasia. W tej sytuacji swą pomoc zaoferowała dyrekcja niepublicznej szkoły podstawowej, w której uczy pani Monika. I zaproponowała koncert, z którego dochód będzie przeznaczony na leczenie Stasia. – Jesteśmy za to bardzo, bardzo wdzięczni, również dlatego, że nie mamy teraz głowy do myślenia. Niedawno odbyła się kolejna operacja i bitwa o zdrowie Stasia. Niby wszystko toczy się normalnym torem, ale myślami czuwamy wciąż przy naszym dziecku i jego stanie zdrowia – mówią rodzice Stasia. Od czego są jednak ludzie dobrej woli. W najbliższy wtorek my także możemy do nich dołączyć. Możemy i powinniśmy.
Zagrali dla Stasia
Jak to już wiele razy bywało, w poprzedni wtorek sala widowiskowa ratusza była miejscem, w którym płynące ze sceny dźwięki stanowiły jedynie środek do celu, a nie główną atrakcję wieczoru. A cel był wyjątkowy: zdrowie małego legionowianina Stasia Orłowskiego.
O chorobie Stasia oraz nadziei rodziców na jego leczenie i rehabilitację pisaliśmy w jednym z ostatnich numerów Miejscowej. Zachęcając jednocześnie do wzięcia udziału w andrzejkowym koncercie charytatywnym na rzecz chłopca. Przy współpracy Miejskiego Ośrodka Kultury zorganizowali go ludzie z legionowskiego gimnazjum i Niepublicznej Szkoły Podstawowej im. J. P II, a więc miejsca, gdzie pracuje mama Stasia. – To po prostu pospolite ruszenie osób, które znają panią Martę i jej problem, czyli całej szkolnej społeczności. Brali w nim udział wszyscy: uczniowie, nauczyciele i rodzice – mówi Paulina Żmijewska z dyrekcji placówki. Efekt ich wysiłków był imponujący, tak pod względem artystycznym, jak i (w postaci, bagatela, 300 babeczek z wróżbami!) kulinarnym.
Najbardziej liczył się jednak aspekt finansowy. Według wstępnych rachunków, w trakcie licytacji i innych okołokoncertowych działań zgromadzono ponad 11 tys. zł. – To oczywiście nie koniec. Planujemy jeszcze szereg akcji. Będą to między innymi kiermasze, mamy też zamiar zorganizować w styczniu koncert kolęd – zapowiada Paulina Żmijewska. – W sprawę zaangażowała się Młodzieżowa Rada Miasta i są ze strony jej członków deklaracje, że zainteresują akcją młodzież z całego Legionowa – dodaje dyr. szkoły Helena Olkucka.
|
Komentarze użytkowników (2)
|
|
|