| Napisany przez Aldo, z 25-11-2011 00:00 |
Grunt to mieć swojego konika
Mogłoby się wydawać, że wyścigi konne i gorącokrwiste araby to rzeczywistość dalece odległa od tej we wsi Cupel. Ale pozory mylą. Wszystko za sprawą sołtysa Krzysztofa Zakolskiego, który, zaczynając od kucyka, dorobił się prawdziwego czworonożnego czempiona.
Na początku, jako się rzekło, był kucyk. Co, nawiasem mówiąc, pod koniec lat 90. i tak stanowiło pewną ekstrawagancję. Z czasem pan Krzysztof zapragnął jednak rozwinąć hodowlę, a właściwie gruntownie ją zmodyfikować, ściągając do swej stajni konie pełnej krwi arabskiej. Sądząc po tym, co w minionym niedawno sezonie wyczyniał na Służewcu jego najszybszy podopieczny – to była trafiona decyzja. Wielki Damati, bo tak właśnie zwie się ów gniady mieszkaniec gminy Serock, ma wśród tegorocznych debiutantów na służewieckim torze opinię wielkiego tegorocznego odkrycia. Wyniki mówią wszystko: trzy razy dobiegł pierwszy, dwa razy był drugi i raz piąty. Biorąc udział w gonitwach trzylatków zdobył też dwie nagrody imienne: Eldona i Piechura, zamykając tym samym bilans tegorocznych startów wejściem do I ligi. Zdobyte przez Matiego – jak go nazywa sam właściciel – prestiżowe trofea, wchodzą już na stałe do jego sportowego dorobku i dobrze wróżą karierze młodego konia wyścigowego.
Niezależnie od wrodzonych predyspozycji do galopowania, kariera Wielkiego Damatiego nie wystartowałaby pewnie tak dynamicznie, gdyby nie udane dzieciństwo na podserockich łąkach i odebrana w tym okresie edukacja. Wiedzę do, jakby nie patrzeć, łba wbijano mu w stajni państwa Gajewskich, prowadzących hodowlę koni w miejscowości Popowo-Parcele. Tam pani Beata, obdarzona wyjątkowym talentem do układania koni, „ujeździła” krnąbrną arabską naturę i przygotowała Damatiego do współpracy z ludźmi.
|
Komentarze użytkowników (0)
|
|
|