| Napisany przez Waldek Siwczyński, z 10-11-2011 00:00 |
Dzień zadumy czy świąteczna okazja do zakupów?
O ile tradycja amerykańskiego Halloween przyjmuje się u nas opornie, komercjalizacja dnia Wszystkich Świętych idzie pełną parą. Za jej przyczyną okolice legionowskiego cmentarza zaczynają przypominać parafialny odpust. To dziwne, szczególnie w miejscu, w którym nie tylko święci powinni mieć święty spokój.
Jeszcze kilkaset metrów od bramy cmentarza wszystko wyglądało jak dawniej. 1 listopada na chodnikach królowały rozpostarte kwiatowe dywany i stoiska ze zniczami. Ot, choćby ustawione tam przez miejscowych harcerzy. – Kolejny rok z rzędu sprzedajemy znicze, zbierając w ten sposób fundusze na wspólny wyjazd – mówi Janek Skrzypek. Na co zbierali pieniądze inni handlowcy, nie wiadomo. Ale w miarę zbliżania się do nekropolii widać było, że imają się każdego sposobu na zarobek. Jeśli komuś nie wystarczyła duchowa strawa uwarzona na przemyśleniach o tym, co po śmierci, czekały na niego nieśmiertelne hot dogi. Dla klientów wyrobionych lingwistycznie przygotowano zaś wysublimowaną aluzję do anglojęzycznego piekła. Na szczęście ludzie w doustny kontakt z he(l)lem raczej nie wchodzili. Prawdziwym hitem były za to wypełnione nim balony. Jako wzlatująca ku niebu rajska alegoria sprawdziły się, zwłaszcza z biznesowego punktu liczenia, znakomicie. Gorzej bywało z rozgrzeszeniem ze strony potencjalnych klientów. – Uważam, że nie powinno tu być takiej sprzedaży. Ja nie kupuję dzieciom słodyczy i balonów. Jak się pojedzie do mniejszej miejscowości, tam tego jeszcze nie ma, za to w miastach coraz częściej. Jestem temu przeciwna – mówi pani Kamila z Legionowa. Dla zdecydowanej większości odwiedzających, wizyta na cmentarzu stanowiła główny punkt, a nie dodatek do wtorkowego programu dnia. Doczesne gadżety były im zbędne. – To święto przeżyć, święto duchowe, natomiast robienie z tego jakiejś jarmarcznej atrakcji nie powinno mieć miejsca – wtóruje żonie pan Patryk.
Niestety, wiele wskazuje na to, że okołocmentarna ekonomia wkrótce na dobre rozprawi się z tradycją. Nie powinien za to zaginąć dobry zwyczaj wprowadzony przez legionowskich włodarzy. W ten jeden jedyny dzień starają się pomóc mieszkańcom w znalezieniu się na cmentarzu. – Bardzo dobrze, że są darmowe autobusy ułatwiające ludziom dojazd do cmentarza. Zwłaszcza, że jeżdżą częściej od miejskiej komunikacji – cieszy się Elżbieta Ciszkowska z Legionowa. – Wiele osób nie przyjechało na cmentarz swoimi autami i skorzystało z komunikacji publicznej. Niezależnie od tego, policjanci kierowali ruchem i wskazywali kierowcom miejsca parkingowe. Starali się również pomóc pieszym i umożliwić im jak najwygodniejsze dotarcie do grobów bliskich – mówi podkom Robert Szumiata z KPP w Legionowie. Ale ponieważ wśród jego bywalców zdarzają się też amatorzy cudzej własności, funkcjonariusze działali na różnych frontach i nie tylko w mundurach. – Ostatnie dni akcji „Znicz” to wyjątkowo spokojny okres. Zarówno na cmentarzach, jak i w bezpośrednich okolicach nekropolii, nie odnotowaliśmy żadnych kradzieży, aktów wandalizmu czy rozbojów. Z pewnością duża w tym zasługa pracujących w tych miejscach policjantów – dodaje podkom. Szumiata. Swoje zrobiła też prowadzona wcześniej akcja prewencyjna. Pozostaje tylko żałować, że o ile mundurowi nie dali się wykiwać, zwolenników świątecznego wyciszenia i refleksji ktoś jednak zrobił w balona.
|
Komentarze użytkowników (0)
|
|
|