Swą przygodę z artystycznym szkłem jej właściciel, Marian Pyrcak, rozpoczął dużo wcześniej niż produkcję w Legionowie. Do tego zupełnie gdzie indziej. – Chodziłem do szkoły szklarskiej w Krośnie, skończyłem ją, pracowałem, tylko że mało się zarabiało. Kiedyś ktoś do nas przyjechał i powiedział: chłopaki, może byście chcieli wyjechać i mieć lepsze pieniądze? I tak pojechałem do Łomży – wspomina pan Marian. Tam, najpierw jako pracownik, a później współwłaściciel małej huty szkła, doskonalił się on w swym kruchym fachu. Aż przyszedł czas zawodowego pójścia na swoje. – Wybudowałem zakład na gaz ziemny w Nidzicy i poprowadziłem go przez około 6 lat. Później z niego zrezygnowałem. Tutaj znalazłem się w 1980 roku. Wykupiłem działkę, a później zbudowałem zakład, który istnieje do dzisiaj – dodaje przedsiębiorca.

I, co ważne, ma się świetnie. Obecnie firma Pask oferuje blisko 200 różnego rodzaju przedmiotów ze szkła i kryształu. Zdecydowana większość z nich sprzedawana jest w Ameryce Północnej, Japonii, Brazylii, Singapurze, Dubaju i wielu krajach Europy. Wyroby z Legionowa można również oglądać w polskim parlamencie oraz w warszawskim pałacu kultury. O jak najszerszy portfel zamówień dba w firmie syn jej właściciela. Pan Tomek, choć nie zajmuje się produkcją, szkłem fascynuje się tak samo jak ojciec. – To nastąpiło jak gdyby z rozpędu. Od dziecka się przy tym kręciłem i tak to już później poszło – mówi Tomasz Pyrcak. Siłą firmy jest to, że jej szklane cudeńka produkują ręcznie najwyższej klasy, pochodzący z całego kraju, rzemieślnicy. Choć właściwsze byłoby chyba słowo: artyści. To dzięki ich umiejętnościom za kawałek kryształu zamożni Amerykanie płacą później nawet półtora tysiąca dolarów. – Tutaj nie znajdziemy dwóch takich samych wyrobów. Każdy jest nieco inny, a przez to niepowtarzalny. Oczywiście, mamy tu określone wzory i serie, ale regułą jest właśnie niepowtarzalność – twierdzi syn właściciela.
Niestety, wszystko wskazuje na to, że owa niepowtarzalność przerodzi się wkrótce w unikatowość. Ale akurat z tego Marian Pyrcak wcale się nie cieszy. – Jeszcze to potrwa z 5,10 lat i nie będzie ludzi, którzy się tym zajmują. Kiedyś były klasy hutników szkła i z nich dało się pozyskać kilka osób mających talent, fantazję i chęć do tej roboty. Teraz tych szkół i tych ludzi praktycznie już nie ma – żałuje rzemieślnik. Nadal są za to ludzie z pasją. Bo interes interesem, ale najważniejsze to zajmować się w życiu czymś, co się lubi. A jeszcze lepiej, kocha. – Dla mnie huta jest jak kochanka. Nic innego właściwie nie umiem robić. Jasne, mogę popracować łopatą, ale na szkle znam się najlepiej i właśnie dlatego to robię. Cóż, wypada tylko pozazdrościć namiętności.