| Napisany przez Red, z 05-10-2011 00:00 |
Rozmowa z Anną Aksamit, dyrektorem Powiatowego Urzędu Pracy w Legionowie, kandydatką na senatora w wyborach parlamentarnych.
– Jak się zjednuje sympatię premiera Donalda Tuska?
– Myślę, że przede wszystkim naturalnością, uśmiechem i otwartością.
– Podobno to było kilka sekund?
– Nie trzeba było wiele czasu, aby zauważyć, że pan premier ceni sobie te cechy. Wydaje mi się, że ja taka właśnie jestem. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że rzadko z mojej twarzy schodzi uśmiech.
– Czyli jednym słowem zaiskrzyło. Pani jako pierwsza, zresztą na wyraźne życzenie Donalda Tuska, stanęła do wspólnej z nim fotografii.
– Czy zaiskrzyło, tego nie wiem. Prawdą jest, że pan premier poświęcił mi nieco więcej czasu niż innym kandydatom.
– O czym rozmawialiście?
– To pozostanie moją słodką tajemnicą (śmiech).
– No dobrze. Skoro mowa o kontaktach damsko – męskich, chciałem zapytać panią o parytet na listach wyborczych. Czy kobiety czują się aż tak bardzo dyskryminowane, że trzeba im było załatwiać miejsca na listach wyborczych uchwalając tę ustawę?
– Dyskryminacja to może zbyt mocne słowo. Faktem jest jednak, że aby zaistnieć w życiu publicznym, musimy przebyć dłuższą i trudniejszą drogę niż mężczyźni. Czasem nie pomaga nawet to, że jesteśmy tak samo dobrze wykształcone.
– Ale parytet to przecież często państwowa gwarancja nijakości.
– Nie do końca się z tym zgadzam. Owszem, zdarzają się kandydatki z przypadku, ale większość kobiet na listach wyborczych to osoby z dużym doświadczeniem. Jeżeli nawet nie w polityce, to w działalności samorządowej czy biznesie.
– Tak jak pani?
– No właśnie, tak jak ja.
– Jak ważne dla miasta, powiatu czy danego regionu jest posiadanie w parlamencie swoich przedstawicieli. To atut?
– To ogromny atut. Taki poseł lub senator doskonale zna problemy lokalnej społeczności, a do tego może otworzyć wiele drzwi, które dla samorządowców często pozostają zamknięte.
– Czyli można na panią liczyć, jeśli oczywiście uda się pani zdobyć mandat senatora?
– Na mnie zawsze można było, można i będzie można liczyć. Dowiodłam tego swoją pracą, kierując chociażby Powiatowym Urzędem Pracy w Legionowie.
– To prawda. Niejeden z kolegów po fachu mógłby pani pozazdrościć skuteczności.
– Osiem milionów złotych w ciągu dwóch lat piechotą nie chodzi.
– Tyle pani zarobiła?
– Niech pan nie żartuje (śmiech). Tyle pieniędzy pozyskaliśmy dla powiatu legionowskiego na różne projekty. Dzięki nim powstało i do dziś działa wiele firm, wiele osób zmieniło zawód i świetnie sobie radzi na rynku pracy. To był nasz wspólny sukces. Mój i moich niezastąpionych pracowników. Dlatego uważam, że przydam się w Senacie. Nie jako polityk, a praktyk.
– A co panią skłoniło do zajęcia się polityką. W końcu poddanie się pod osąd społeczny to niełatwa decyzja. Bywa nawet, że bolesna.
– Ja się tego nie boję. Aby móc zrobić dla ludzi więcej, trzeba iść dalej i wyżej. Tak właśnie postrzegam politykę. To narzędzie do rozwiązywania ludzkich problemów, których przecież jest niemało. Zawsze pracowałam z ludźmi i dla nich wciąż chcę pracować.
– Teraz w senatorskiej ławie?
– Czemu nie, to dobre miejsce. Stamtąd też wszystko dobrze widać. No i premier będzie bliżej (śmiech).
– Będzie można ponaciskać…
– Wolę konkretną rozmowę.
– To ja za nią serdecznie dziękuję.
|
Komentarze użytkowników (0)
|
|
|