| Napisany przez Waldek Siwczyński, z 22-09-2011 00:00 |
Poważne zagrożenie czy tylko administracyjna formalność
Na początku sierpnia powiatowy lekarz weterynarii wszczął postępowanie w sprawie zamknięcia schroniska dla zwierząt w Józefowie. Ma to być konsekwencja rutynowych działań podejmowanych wobec placówki od 2009 roku. Rutynowo postępuje też szefowa placówki – nadal, opiekując się czworonogami, robi swoje.
O przyczynach ostatniej decyzji powiatowy lekarz weterynarii mówi krótko. - Wykonaliśmy szereg kontroli w sprawie poprawienia warunków w schronisku i usunięcia uchybień. Przed rokiem stwierdziliśmy, że pani Rajczak całkowicie ich nie wyeliminowała – informuje Jacek Leszczyński. W związku z tym, do czasu zgłoszenia o wykonaniu zaleceń, wydano decyzję zakazującą przyjmowania nowych zwierząt. Tymczasem tylko w minione wakacje przygarnięto ich ponad dwie setki. Przygarnięto, bo pracujący w Józefowie ludzie mają wielkie serca. Ale nie tylko dlatego. - Wynikającym ze statutu zadaniem fundacji jest przyjmowanie wszystkich bezdomnych zwierząt - przypomina Bożena Rajczak, dyr. schroniska dla zwierząt w Józefowie. Na konsekwencje nie trzeba było długo czekać. - Następna, przeprowadzona w tym roku, kontrola stwierdziła, że dyrektor nie wykonała również tej decyzji i przyjęła około 230 nowych psów. W takiej sytuacji usunięcie uchybień i doprowadzenie schroniska do pełnej użytkowości jest niemożliwe – uważa powiatowy weterynarz. - Zakaz przyjmowania zwierząt został przez doktora Leszczyńskiego wydany już wcześniej i on się po prostu powtarza. Tylko uważam to za jakieś nieporozumienie, bo choć jest nam ciężko, jesteśmy w stanie przyjąć taką liczbę psów, żeby zapewnić im godną opiekę i leczenie – komentuje Bożena Rajczak.
Mają o tym świadczyć regularne wizyty lekarzy weterynarii, rzetelnie dokumentowane szczepienia i sterylizacje, a także wyposażanie psów w czipy. Chociaż spośród ponad 500 zwierząt, takich opłacanych przez samorządy jest niespełna 80, nie ma też mowy o tym, by zajrzał im w oczy głód. - Staramy się wraz z koleżanką lekarką zatroszczyć, aby to wszystko dobrze funkcjonowało. Pani dyrektor też bardzo na tym zależy. Wiadomo, że warunki nie są tutaj jak w domu, ale biorąc pod uwagę, że to schronisko, są przyzwoite – mówi Marek Drożdżyński, pracujący na miejscu lekarz weterynarii. Spora w tym zasługa rotacji czworonożnych pensjonariuszy. W tym roku nowych właścicieli znalazło ich już ponad 200.
Co ciekawe, mimo że Józefów leży na terenie powiatu legionowskiego, tutejsze gminy bezdomne zwierzęta umieszczają w odległej Chrcynnie. Poza kwestiami ekonomicznymi, o podpisaniu umów z tamtejszym schroniskiem zadecydowały ponoć względy formalne. Sęk w tym, że psie i kocie sieroty najwyraźniej o tym nie wiedzą. - Z Legionowa mamy rocznie ponad sto psów, dużo zwierząt przyjmujemy również z gminy Nieporęt i sporo z gminy Jabłonna – wylicza dyr. Rajczak. W zamian, przez siedem lat nieformalnej współpracy, schronisko otrzymało od tych samorządów 10 ton węgla, tyle samo bud oraz 5 tys. zł na zakup mięsa. Czy miały gest, można dyskutować. Tak czy owak, administracyjne czynności wobec placówki są w toku. A przynajmniej być powinny. - Wójt gminy musi objąć schronisko opieką, musi być prowadzona wzmożona akcja adopcyjna, należy też szukać innych placówek do których ewentualnie można by przenieść zwierzęta. Trzeba nawiązać kontakty z organizacjami, które pomogą w tych działaniach – zaleca Jacek Leszczyński. Jedno jest pewne: gdyby nawet schronisko definitywnie zamknięto, masowa eutanazja zwierząt nie wchodzi w rachubę. Mimo to, pozostaje mieć nadzieję, że i tym razem psy z Józefowa wyjdą z opresji obronną łapą.
|
Komentarze użytkowników (0)
|
|
|