| Napisany przez Wonder, z 29-06-2011 00:00 |
„Wiły wianki i rzucały je po zalewowej wodzie...” – można by zaśpiewać, zamiast brać się za opis tego, co w ostatni weekend działo się na serockiej plaży. Ale nawet najpiękniejsza piosenka nie odda w pełni kolorów, kształtów i panującej tam atmosfery. Inna sprawa, że słowa również...
Tradycja ma jednak ogromną moc. Choć obrzędy związane z Nocą Świętojańską obecne były na naszych ziemiach daleko wcześniej, zanim niejaki Mieszko I, wiążąc się z księżniczką Dobrawą, zerwał z pogańskimi wierzeniami przodków, wianki nadal się w kraju nad Wisłą spławia. I nikomu w głowie, także w Serocku, aby tej przyjemnej czynności zaprzestać. Jak sama nazwa imprezy wskazuje, w roli głównej wystąpiły własnoręcznie uplecione przez mieszkańców roślinne wianki. Swoistym znakiem czasu niech będzie fakt oceniania ich przez jury nie tylko pod kątem wizualnej atrakcyjności, lecz także przez pryzmat przyjazności dla środowiska. Kryterium, jakkolwiek podążające za duchem czasu, dla kilku gminnych twórców okazało dyskwalifikujące. I ich dzieła razem z innymi, bardziej „eko” wiankami nie popłynęły. Popłynęła za to – nie był to wprawdzie długi rejs, ale jednak – intrygująca wszystkich postać. Trudno się zresztą dziwić, skoro ubrano ją w zielony gumowy kombinezon, pasiastą kominiarkę, ozdobiono kolorowymi balonikami, a w dłonie wetknięto świeczkę i numerek. Tak więc, choć wianek był to nietypowy, również on znalazł uznanie sędziów i swe wilgotne przeznaczenie.
Widowiskowemu „wodowaniu” kwiatowych cudeniek przyglądało się wielu mieszkańców gminy i przebywających na jej terenie turystów. Jednych od drugich różniło głównie to, że wśród tych pierwszych znaleźli się laureaci wiankowej rywalizacji. Tym szczęśliwsi, bo nagrodzeni dyplomami, wyróżnieniami i... talonami na lody. Za to na wieńczącą całe wydarzenie dyskotekę żadne kwitki potrzebne już nie były. Co większość obecnych jak zwykle skwapliwie wykorzystała. Tradycja to tradycja.
|
Komentarze użytkowników (0)
|
|
|