| Napisany przez Gadget, z 30-03-2011 00:00 |
Wyjątkowo gorąca dyskusja legionowskich radnych
„Czas próby” Bronisławy Romanowskiej-Mazur, czyli tytuł książki, którą w środę otrzymali miejscy radni, idealnie pasował do przebiegu odbywającej się tego dnia sesji. Przede wszystkim z racji porządku obrad, w którym zawarto punkt dotyczący zbycia udziałów gminy w Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej.
Sygnały o zamiarach sprzedania spółki dochodziły do opinii publicznej od wielu miesięcy. Zwłaszcza dzięki niechętnym prezydentowi Smogorzewskiemu mediom, które wypominały mu, jak to kilka lat temu obiecywał, że PEC-u nie sprzeda. Tyle że z biegiem czasu zmieniły się też realia, w jakich przedsiębiorstwu przyszło funkcjonować. A wkrótce zmienią się jeszcze bardziej. – Przed spółką stoi konieczność spełnienia wymogów szerokiego pakietu klimatycznego (m.in. montaż instalacji odsiarczania, odpylania i odazotowiania, a także zakup uprawnień do emisji CO2 – red.). W tym roku zostaną ostatecznie przyjęte dyrektywy UE, które do 2016 r. zobowiążą przedsiębiorstwo do dużych inwestycji w zakresie ochrony środowiska – mówi Marek Zawadka, prezes zarządu PEC Legionowo. Stosowne wyliczenia mówią, że trzeba na to przeznaczyć około 60 mln zł. Według legionowskich władz pozyskanie inwestora to jedyny sposób na uniknięcie przyszłych kar za zatruwanie środowiska. Miasto bowiem tyle pieniędzy nie ma. Ustawa o finansach publicznych uniemożliwia mu też gwarantowanie kredytu, jaki ewentualnie mógłby zaciągnąć PEC. – Ta propozycja pozwoli znaleźć inwestora strategicznego, który ze swoim kapitałem wykona potrzebne inwestycje, zabezpieczy na kolejne lata los załogi, jak również zagwarantuje czystsze powietrze i ciągłość dostaw ciepła dla mieszkańców Legionowa – mówi zastępca prezydenta Lucjan Chrzanowski.
Jeśli chodzi o 140 pracowników firmy, konieczność jej dofinansowania świetnie rozumieją. Starają się zarazem, aby zmiana właściciela nie odbyła się ich kosztem. – O ile wiadomo już, że raczej tego procesu nie da się zatrzymać, my jako związki zawodowe nie chcielibyśmy czegoś w nim przegapić i dla pracowników ugrać w tym wszystkim jak najwięcej – mówi Waldemar Gumienny, przewodniczący zakładowej Solidarności. Chodzi głównie o gwarancje zatrudnienia oraz korzystny pakiet socjalny. Pewnym zabezpieczeniem ma tu być fakt, że wbrew wcześniejszym zamiarom 15 proc. udziałów w PEC miasto postanowiło sobie zostawić. Powód? Przedstawiciel w radzie nadzorczej inwestora dawałby, przynajmniej teoretycznie, możliwość wpływu na jego posunięcia.
Ale wcześniej określonych posunięć musieli dokonać miejscy radni. Jak można było się spodziewać, obszerne uzasadnienie prezydenta Smogorzewskiego najmniej zrozumienia znalazło u przedstawicieli Prawa i Sprawiedliwości. Nawet pomimo takich deklaracji. – Chcemy uzyskać maksymalnie dużą kwotę ze sprzedaży, a wszystkie bez wyjątku złotówki przeznaczyć na miejskie inwestycje – zakomunikował prezydent. Zanim jeszcze na dobre rozpoczęła się dyskusja, radny Konrad Michalski zgłosił oficjalny wniosek o zarządzenie przerwy i spotkanie przewodniczących klubów. Zapowiedział, że będzie ich nakłaniał do przełożenia terminu głosowania. No i się zaczęło. – Ja w tym widzę ograniczenie prawa radnych do czynnej, aktywnej dyskusji – grzmiał Ryszard Brański (PO). Radni PiS argumentowali, że nie mają niezbędnych informacji do podjęcia właściwej decyzji. – Pojawia się pytanie, co to znaczy, że sytuacja może się pogorszyć, skąd takie czarnowidztwo wobec podmiotu strategicznego miasta, który od lat przynosi zyski – czytał z kartki Konrad Michalski. – Radni, którzy chcieli się wszystkiego na ten temat dowiedzieć, mogli to bez problemu zrobić – kontrował przewodniczący Janusz Klejment. Każdy, jak to zwykle bywa, słyszał to, co chciał słyszeć. – Mam wrażenie, że rozmawiając na bardzo ważny temat, zamiast zajmować się dyskusją merytoryczną, opanowuje nas dyskusja polityczna – zauważył Leszek Smuniewski z Porozumienia Samorządowego. – Nie mają co powiedzieć, to widzą politykę. Gdzie ta polityka jest, gdzie pan tą politykę widzi? – pytał Kazimierz Płaciszewski (PiS). Radni oraz liczna tego dnia publiczność byli świadkami długich polemik pomiędzy opozycją a prezydentem miasta. W końcu do akcji wkroczył przewodniczący rady. – Panie Płaciszewski, pan se najpierw przeczyta nasz statut, bo za chwilę to będzie pan wyprowadzony – ostrzegał Janusz Klejment. Do tego oczywiście nie doszło. Doszło za to do głosowania. Większość, bo 18 członków rady, poparło sprzedaż miejskich udziałów w PEC-u. – Rada dała dziś prezydentowi zgodę na poprowadzenie procesu prywatyzacyjnego. Natomiast co do rozstrzygnięć finalnych, za wcześnie dzisiaj o nich mówić – zastrzega Lucjan Chrzanowski.
Szukanie inwestora potrwa co najmniej kilka miesięcy. Póki co, w dodatku nieoficjalnie, wiadomo tylko tyle, że brany pod uwagę koncern Vattenfall w ogóle wycofuje się z Polski, a PEC-em interesuje się jeszcze jakaś firma z Francji i polski gigant PGNiG. To w objęciach tego ostatniego legionowscy ciepłownicy widzieliby się ponoć najchętniej. Wstępne, prowadzone kilka lat temu, szacunki wyceniły PEC na około 120 mln złotych.
|
Komentarze użytkowników (2)
|
|
|