Zwykle kolejne festiwalowe koncerty rozpoczynali organiści. Podczas tego trzeciego było inaczej. Zmianę porządku zasugerował występujący tego dnia organista Marek Kudlicki. Jak się okazało, miało to uzasadnienie nie tylko organizacyjne, ale przede wszystkim artystyczne i… patriotyczne. – Stało się tak ze względu na ostatni utwór. To kompozycja oparta na Rocie. Napisał ją współcześnie żyjący kompozytor Bronisław Przybylski i jest bardzo efektowna – tłumaczy Marek Kudlicki. Wykonując Rotę, organista chciał uczcić setną rocznice powstania jednej z ważniejszych polskich pieśni patriotycznych. Pozostałe utwory, Fryderyka Chopina, Roberta Schumana czy Wilhelma Bacha, również miały jubileuszowy charakter. – W tym roku mamy bowiem wyjątkowo dużo jubilatów. Oczywiście świętujemy przede wszystkim urodziny Chopina, i to nie tylko w Polsce. Muszę powiedzieć, że w Austrii, gdzie mieszkam, znacznie więcej gra się jego kompozycji niż utworów Schumana, który też obchodzi swój jubileusz. Ci dwaj kompozytorzy jednak zdecydowanie w tym roku królują – mówi Marek Kudlicki.
W repertuarze otwierającego koncert kwintetu smyczkowego Con Forza królowali natomiast kompozytorzy barokowi, klasycystyczni, romantyczni, a także współcześni. Obok tych tak znanych nazwisk, jak Chopin czy Haendel, pojawiło się też kilka muzycznych niespodzianek. Con Forza wykonał jeden utwór specjalnie dla legionowskiej publiczności. Była to „Fantazja legionowska”, autorstwa mieszkańca naszego miasta, Ignacego Zalewskiego. – To krótki, sześciominutowy utwór, ale bardzo atrakcyjny. Jest to muzyka niby współczesna, ale jednak bardzo tonalna. Można w niej też odnaleźć jakieś cechy muzyki filmowej i ilustracyjnej – mówi pierwszy skrzypek Michał Jarmuła.
W kolejną festiwalową niedzielę do kilkudziesięciu organowych głosów dołączyły dwa następne. Tyle że wydobywające się nie z piszczałek, lecz z biegłych w sztuce śpiewania ludzkich gardeł. Zanim jednak, dosłownie i w przenośni, doszły one do głosu, kolejną odsłonę LFMKiO rozpoczął białostocki artysta i popularyzator sztuki Józef Kotowicz. Człowiek zakochany w organach już od czasu, gdy wiele lat temu decydował się na trwały z nimi związek. A nie jest to, trzeba przyznać, decyzja łatwa. – Ten instrument wymaga nie tylko dojrzałości psychicznej, ale i fizycznej, stąd edukacja organowa zaczyna się na etapie szkoły średniej. Ale żeby się tam dostać, trzeba wcześniej skończyć podstawówkę w klasie fortepianu. A później jeszcze szkoła wyższa. Jest to więc minimum kilkanaście lat nauki – mówi Józef Kotowicz. Jedno jest pewne: w jego przypadku nie poszła ona w las. Legionowskiej publiczności artysta zaprezentował zarówno utwory klasyków gatunku, jak i współczesne dzieło swego szwedzkiego przyjaciela i zarazem kolegi po fachu. Jak przystało na Rok Chopinowski, nie zabrakło też i fryderykowego akcentu.
W niedzielę Józef Kotowicz pełnił zarówno rolę solisty, jak i akompaniatora. W tej drugiej stanowił instrumentalne tło dla sopranistki Magdaleny Andreew i śpiewającego basem Rafała Siwka. Z punktu widzenia publiczności jedyną niedogodnością mógł być jedynie brak dobrego… punktu widzenia. Ze względów praktycznych artyści zajęli bowiem miejsca na kościelnym chórze. Ich zdaniem w tym przypadku tak jest nawet lepiej. – Muzyka oratoryjna nie jest aż tak „kontaktowa”. To jest bardziej słuchanie niż jakakolwiek gra aktorska. Tu muzyka sama się broni – mówi śpiewaczka. – Na tyle dużo śpiewam koncertów, podczas których mam bezpośredni kontakt z publicznością, że czasem lubię stanąć przy organach i po prostu wypełnić kościół dźwiękiem – dodaje Rafał Siwek. Akurat z tym utytułowany śpiewak problemów raczej nie miewa. Podobnie Magdalena Andreew, która w Legionowie pokazała też gospelową stronę swego wokalnego emploi.
Skoro już wywołany został temat problemów, panu Rafałowi i jego niedzielnej partnerce nie sprawia ich wcale fakt, że partnerami są przez wszystkie dni w roku. Według nich artystyczne małżeństwo to jest to! – Nie trzeba pewnych rzeczy tłumaczyć: że ktoś tam potrzebuje się wyspać, przygotować do roli, poza tym zawsze można sobie nawzajem pomóc. Przede wszystkim jest zrozumienie, a to ważne, bo śpiewacy to dość specyficzny gatunek ludzi – mówią małżonkowie. A co w takim razie z artystyczną rywalizacją? – Nie istnieje. Przecież ani ja nie śpiewam basem, ani mąż sopranem – śmieje się pani Magda. Tylko pozazdrościć.

Wzorem wszystkiego w życiu, również kolejna edycja legionowskiej imprezy musiała się kiedyś zakończyć. Jak to już w jej historii bywało, finisz wypadł okazale. Przede wszystkim z racji tego, że miejsce za klawiaturą zajął organista pod wieloma względami wyjątkowy. W muzycznym światku profesor Roman Perucki jest legendą i, co pokazał sam koncert, na taką, a nie inną reputację w pełni zasługuje. Nie tylko jako solista, ale też dostarczyciel muzycznego tła. Na przykład, tak jak w Legionowie, dla skrzypiec. – Organy bardzo dobrze kojarzą się właściwie ze wszystkimi instrumentami, choć zależy to od reprezentowanej przez nie koncepcji brzmieniowej. Jednakże skrzypce mają taką specyficzną duszę i brzmienie, które z akompaniamentem organów znakomicie się spajają – mówi Roman Perucki. Spajają się tym bardziej, gdy w rolę wiolinistki wciela się osobista małżonka. Nawiasem mówiąc, Maria Perucka zagrała w Legionowie na praktycznie bezcennych, mających ponad trzysta lat skrzypcach. Ich brzmieniowe walory oraz zgranie małżonków dało się usłyszeć i wtedy, gdy Roman Perucki występował solo, i wtedy, gdy swej połowicy subtelnie akompaniował.
Jak podsumował prowadzący po raz pierwszy legionowski festiwal Wojciech Włodarczyk, była to impreza ze wszech miar udana. I jego zdaniem bardzo miastu potrzebna. – Nie liczę na to, że obecność na tym festiwalu zachęci wszystkich do korzystania z filharmonii i do świadomego kupowania płyt, ale na pewno kogoś da się do tego przekonać. Takie wydarzenia są nie do przecenienia i trzeba je robić – sądzi zapowiadający koncerty prezenter, muzykolog i dziennikarz radiowy. A jaki w takim razie może być z nich pożytek? To proste. Wszak nie od dziś wiadomo, że muzyka łagodzi obyczaje. I jeśli wierzyć lokalnym mecenasom kultury, to w Legionowie będzie je łagodzić również za rok.