| Napisany przez Gadget, z 26-08-2010 00:00 |
Wyborcy dali, radni zabrali, czyli…
Im bliżej do końca kadencji, tym więcej interesujących rzeczy dzieje się w Radzie Gminy Wieliszew. Problem w tym, że zamiast sprawami mieszkańców samorządowcy zajmują się sami sobą. Ostatnio z przykrymi konsekwencjami dla Bogdana Małeckiego. Decyzją większości radnych na sierpniowej sesji jego mandat wygasł. To pewne. To, czy w radzie wygasły personalne spory – już nie.
Wątpliwości wokół złamania przez Bogdana Małeckiego przepisów ustawy o samorządzie gminnym to sprawa znana tamtejszym samorządowcom od dawna. Jej merytorycznym podłożem jest łączenie przez niego funkcji radnego ze stanowiskiem członka zarządu – wynajmującego w wieliszewskim urzędzie pomieszczenia oraz prowadzącego gminne rachunki – Banku Spółdzielczego w Legionowie. I były w radzie osoby, które po tym podłożu stąpać nie chciały już dawno. – O Małeckim to ja mówiłem na początku kadencji, bo praktycznie mandat stracił on nie na ostatniej sesji, ale już trzy lata temu, w trzy miesiące po złożeniu ślubowania. Traci się go bowiem z mocy prawa, a nie w wyniku decyzji rady – twierdzi sołtys Topoliny, Sławomir Bańbura. Wtedy jednak było to klasyczne wołanie na puszczy. Coś ruszyło się dopiero po przyłączeniu do gminy Michałowa-Reginowa. A wraz z nim tamtejszych radnych. – Próba wyegzekwowania prawa w tym kierunku podejmowana była już wcześniej. Za innego przewodniczącego wszystko zostało troszeczkę złagodzone, temat został zamknięty i do niego nie wracano. Teraz zmienił się w radzie układ sił, inna koalicja ma w niej większość i sprawę ponownie wyciągnięto na światło dzienne – przypomina wójt Waldemar Kownacki.
Kto wie, być może dotychczasowe status quo trwałoby nadal, gdyby nie traktujący na podobny temat artykuł w czasopiśmie Wspólnota. Niechętni Małeckiemu radni dostali tym samym praktyczny poradnik pt. „Jak kolegę pozbawić mandatu”. Według najbardziej zainteresowanego, tylko na to czekali. – To pokłosie pierwszego ruchu koalicji pod wezwaniem Zezonia i spółki, czyli odwołania przewodniczącego Jana Sołtysa. Potem, z uwagi na to, że również jestem z Łajsk, zrobiono ze mnie następnego kozła ofiarnego. Były w stosunku do mnie trzy podejścia: najpierw szukano na mnie haków w IPN, pojawiła się też, umorzona później przez prokuraturę, sprawa rzekomo napisanego przeze mnie donosu na pana Borzewskiego. To są zwykłe ruchy przedwyborcze – komentuje Bogdan Małecki. Ale tym razem te ruchy okazały skuteczne.
Komisja rewizyjna rady gminy orzekła, że Bogdan Małecki z mandatem jednak powinien się pożegnać. I z poparciem 11 głosujących na sierpniowej sesji tak się właśnie stało. Choć nawet w tym momencie nie dla wszystkich wszystko było oczywiste. – Nie wiem, dlaczego zasięgano opinii jakiejś kancelarii prawnej, a nie tej biura prawa i nadzoru wojewody, która dla rady gminy powinna być wiążąca – ma wątpliwości Sławomir Bańbura. Ma je też oczywiście Bogdan Małecki – co do meritum, jego zdaniem nieistniejącego, problemu. – Jestem społecznym, nie etatowym członkiem zarządu banku spółdzielczego, do tego bez prawa do podejmowania decyzji. Po prostu tak, a nie inaczej w nomenklaturze bankowej ta funkcja się nazywa. Dbam tylko o kontakty banku z szeregowymi członkami – tłumaczy były już radny. Zapewne to prawda, ale już kontaktom z większością wieliszewskich radnych to jak widać nie pomogło. A czy zaszkodzić może samej radzie? – Niebezpieczeństwa chaosu nie ma, bo zawsze wykrystalizuje się jakaś większość, która będzie decydować. Do końca kadencji pozostało jeszcze kilka posiedzeń więc o żadnym zagrożeniu nie może być mowy – ocenia wójt Kownacki.
Teoretycznie. Bo według niektórych przypadek radnego Małeckiego to w wieliszewskim samorządzie nie jest przypadek tego typu jedyny i coś „za uszami” ma też kilku innych radnych. Może być ciekawie.
|
Komentarze użytkowników (0)
|
|
|