O festiwalowej przeprowadzce zadecydowały głównie względy artystyczne. – Mamy do dyspozycji praktycznie nowy instrument, a w nim dobudowaną sekcję pedału, która dała możliwość wykorzystania tych organów jak tylko można najlepiej. Teraz to prawdziwie koncertowy, dużo głośniejszy i okazalszy instrument – cieszy się Jan Bokszczanin, dyrektor artystyczny LFMKiO. Tym samym zniknęły techniczne przeszkody uniemożliwiające wykonawcom zademonstrowanie pełni umiejętności. Nie pozostało to bez wpływu na kształt pięciu koncertów rozpoczętej w ubiegłą niedzielę imprezy. – Ten festiwal będzie bardziej zwrócony w stronę organów, bez uszczerbku jednak dla miłośników muzyki kameralnej – dodaje Bokszczanin. Pierwszy koncert był tego najlepszym przykładem. Rozpoczął go sam pomysłodawca festiwalu. Jak na organowe święto przystało – dziełem Jana Sebastiana Bacha. Jan Bokszczanin zaprezentował też zebranym utwory Feliksa Mendelssohna i Mariana Sawy. W drugiej części koncertu publiczności przypomnieli się z kolei warszawscy soliści z Concerto Avenna. Jak zwykle skupieni na muzyce, bezbłędni i rewelacyjnie brzmiący.
Wracając do tematu zmian, od tego roku organizacją festiwalu przestał zajmować się legionowski referat marketingu. Teraz wziął się za nią Miejski Ośrodek Kultury. Jak zapewnia szef MOK-u, organową misję zamierza on kontynuować w ścisłej współpracy z festiwalowym spiritus movens Janem Bokszczaninem. Na rewolucję się zatem nie zanosi. – Będziemy tę imprezę rozwijać, mając zarazem nadzieję, że tegoroczna edycja nie jest edycją ostatnią i dobijemy przynajmniej do okrągłej dziesiątki – zapowiada Andrzej Sobierajski. Legionowscy melomani przez kilka kolejnych lat mogą więc spać spokojnie. Byle nie w trakcie festiwalowych koncertów…
Anielskie dźwięki
Mimo że chronologicznie drugi, kolejny festiwalowy koncert był pierwsza klasa. I ze względu na profesjonalizm wykonawców, i za sprawą tyleż unikalnego, co niezwykłego instrumentarium. Ale zanim ono zabrzmiało, do głosu, a właściwie wielu głosów doszły organy. Zdaniem tego, który wziął je we władanie, legionowski instrument i kościół, w którym się znajduje, to świetna kombinacja. – Akustyka jest kapitalna, tak że pewne niedostatki, które instrument jeszcze posiada, bardzo to wygładza i zaokrągla. Po prostu miło się tutaj gra – ocenia utytułowany organista i ceniony pedagog Robert Brodacki. „Się gra” pod warunkiem oczywiście, że się potrafi. A to mieszkający na stałe w Szwecji muzyk potwierdził już na początku. Wtedy to z całą mocą zabrzmiało poświęcone Powstaniu Warszawskiemu dzieło Mariana Sawy. Po muzyce współczesnej przyszedł czas na klasyczną interpretację twórczości maestro Bacha. Tej próbie organista również sprostał. Największą niespodziankę zostawiając jednak na koniec recitalu, o czym zresztą, co dotąd się nie zdarzało, osobiście słuchaczy poinformował. Tym razem wziął na warsztat ciekawie przearanżowane przez swego norweskiego przyjaciela, w większości sakralne evergreeny. – Będą one właściwie na pograniczu jazzu. To nietypowy repertuar, a na pewno rzadko grywany w Polsce. Niemniej ja staram się to robić często, bo bardzo lubię jazz, a mało jest ludzi komponujących go na organy – dodaje artysta. A te, jak się okazało, potrafią nieźle zaskoczyć swym na co dzień skrywanym feelingiem. Co zresztą legionowianie owacją na stojąco wymownie docenili.
W drugiej części koncertu dzięki zespołowi Glass Duo również zagrały organy, tyle że, jak głosi obiegowa nazwa, takie anielskie. Zwane też częściej szklaną harfą. – Tak naprawdę jest ona zbudowana ze zwykłych kieliszków do wina. W naszym przypadku specjalnie, w liczbie dwóch tysięcy, zamówionych w hucie szkła – mówi Arkadiusz Szafraniec z Glass Duo. Gra się na wspomnianych naczyniach zwilżonymi opuszkami palców. I choć gdańscy muzycy mają do dyspozycji największy tego typu instrument na świecie, w jego obsłudze doszli do, nie tylko zresztą muzycznej, perfekcji. – On musi być oczywiście, jak każdy instrument, rozegrany, nie trzeba natomiast go stroić, nalewając do kieliszków wody, gdyż mamy już takie o właściwym brzmieniu i odpowiedniej wysokości dźwięku. Tak więc otwieramy harfę i gramy – mówi piękniejsza połowa Glass Duo Anna Szafraniec. Członkowie Glass Duo z racji wykształcenia preferują muzykę klasyczną. I takie też utwory – m.in. Mozarta, Griega i Czajkowskiego – wykonali w Legionowie. Okazało się, że po 57 kieliszkach może nieźle zaszumieć w głowie. Nawet jeśli wszystkie bez wyjątku są puste.