| Napisany przez RafaM, z 17-07-2010 00:00 |
Zalane ulice, prywatne posesje i kilkadziesiąt interwencji straży pożarnej –
to bilans wtorkowej ulewy, która przeszła nad powiatem legionowskim
Ulewa, która we wtorek (6 lipca) po południu przeszła nad Legionowem, spowodowała, że niemal całe miasto znalazło się pod wodą. Samochody brodziły w gigantycznych kałużach, które utworzyły się na większości legionowskich ulic. Gwałtowne opady deszczu nie oszczędziły także wielu prywatnych posesji.
Z danych przekazanych przez Ośrodek Aerologi Instytutu Meteorologi i Gospodarki Wodnej wynikało, że przez kilka godzin intensywnych opadów deszczu, w Legionowie na jeden metr kwadratowy powierzchni spadło prawie 75 litrów wody. – Kanalizacja deszczowa nie była w stanie odbierać tych ilości. Woda w niektórych miejscach wylewała się poza krawężniki. W związku z tym ruch na ulicach był bardzo utrudniony – mówi Piotr Zadrożny, zastępca prezydenta Legionowa. Najgorzej sytuacja wyglądała na ulicy Mickiewicza niedaleko starej pętli autobusu 723, na rondzie przy Parkowej obok Szkoły Podstawowej nr 2, na skrzyżowaniu Parkowej i Batorego, na ulicy Kościuszki w kierunku Chotomowa oraz na alei Sybiraków na osiedlu Piaski. Z legionowskich ulic wypompowano w sumie ponad 700 metrów sześciennych deszczówki.
Straż pożarna, zarówno zawodowa, jak i ochotnicy, interweniowała na terenie powiatu aż 54 razy. Zdecydowana większość wyjazdów dotyczyła zdarzeń na terenie samego miasta Legionowo. Strażacy usuwali wodę zarówno z ulic, jak i przede wszystkim z prywatnych posesji. – Mieliśmy takie przypadki, że w piwnicach lub garażach było nawet do metra wody – relacjonuje mł. bryg. Leszek Smuniewski, zastępca komendanta PPSP w Legionowie. Strażacy jednak nie wszystkim mogli pomóc. Głównie z powodu ograniczeń technicznych. – Nie mamy takiego sprzętu, który wypompuje wodę co do centymetra. Minimum pięć, siedem centymetrów to jest wysokość wody, którą jeszcze możemy wypompować. Poniżej już absolutnie nie – dodaje Leszek Smuniewski.
Straty spowodowane gwałtownymi opadami deszczu nie zostały jeszcze oszacowane. Pojawia się jednak pytanie, czy za tę kilkugodzinną klęskę żywiołową są odpowiedzialne tylko siły natury, czy też może zawiniły służby miejskie, które powinny dbać o przepustowość kanalizacji deszczowej i studzienek chłonnych. – Ja odpowiadam jedynie za czyszczenie kratek kanalizacji deszczowej. I to robię. Natomiast jeśli chodzi o sam system rur, to nie jest on w zakresie odpowiedzialności PW-K Legionowo – mówi Grzegorz Gruczek, prezes zarządu spółki. Należy to do obowiązków władz miasta. Te zaś tłumaczą się, że kanalizacja deszczowa, która w Legionowie powstała w latach 70. ubiegłego wieku, nie została zaprojektowana na przyjęcie aż tak ekstremalnych opadów, z jakimi mieliśmy do czynienia w ubiegły wtorek. – System jest sprawny. Jest on systematycznie czyszczony i sprawdzany przez PW-K. Zresztą najlepiej to pokazało, że w ciągu dwudziestu minut po zakończeniu ulewy, na ulicach nie było już tak ogromnych kałuż – mówi Piotr Zadrożny. Problem polega jednak na tym, że kanalizacja deszczowa znajduje się tylko w ścisłym centrum miasta. W pozostałych częściach Legionowa trzeba się zdać tylko i wyłącznie na studzienki chłonne. – Na pewno tam, gdzie kanalizacji deszczowej nie ma, będzie trzeba budować kolejne studnie chłonne. Tak aby woda mogła się w nich zbierać, a nie zostawać na ulicy – dodaje prezydent. Miasto wspólnie z PW-K planuje na szczęście rozbudowę sieci kanalizacji deszczowej. Prawdopodobnie obejmie ona całe Legionowo. Oby tylko tym, którzy dysponują miejskim budżetem, nie zabrakło woli do tego, aby ten projekt sfinansować.
|
Komentarze użytkowników (0)
|
|
|