| Napisany przez Dariusz Jarosz, z 13-07-2010 00:00 |
Siatkówka. Rozmowa z Wojciechem Lalkiem, trenerem LTS Legionovia
Po kilku próbach z trenerami, którzy nie mieli sukcesów na najwyższym szczeblu rozgrywek w Polsce, działacze Legionovii postanowili zatrudnić szkoleniowca znanego. Wybór padł na Wojciecha Lalka, przez wiele lat związanego z siatkówką kaliską, ale mającego za sobą pracę w kilku innych klubach w najwyższej klasie rozgrywkowej. Kilka lat temu Lalek pracował nawet jako drugi trener reprezentacji Polski, kiedy prowadził ją Zbigniew Krzyżanowski. Pojawienie się tego trenera w klubie drugoligowym można więc uznać za sporą niespodziankę.
– Po wielu latach pracy w klubach najwyższej klasy rozgrywkowej podjęcie pracy w drugiej lidze może być postrzegane jako cofnięcie się w karierze trenerskiej.
– Ostatnio wiele razy spotykałem się z podobnymi ocenami mojej decyzji. Ja nie jestem trenerem, który jest w jakiś sposób przyszyty do ekstraklasy czy pierwszej ligi. To jest moja praca i nie uważam, że podjęcie wyzwania w niższych ligach jest czymś złym.
– Co przekonało pana do przyjęcia oferty z Legionowa?
– Po rozmowach z działaczami Legionovii przekonałem się, że praca tutaj będzie miała sens. Tu będzie się grało o coś. Jeżeli klub ma zamiar w ciągu trzech lat awansować do ekstraklasy, to jest to niesamowicie ambitny cel. Widzę, że nie chodzi tutaj o to, żeby kupować miejsce, bo taka możliwość była w tym sezonie i można było grać w pierwszej lidze dalej, np. po zamianie z Budowlanymi. Klub postanowił awansować własnymi silami i zbudować drużynę, która będzie cieszyła kibiców swoją grą.
– Nie będzie jednak łatwo spełnić wymagania działaczy i sponsorów.
– Awans w najbliższym sezonie do pierwszej ligi, w następnym sezonie lub rok później do ekstraklasy to bardzo ambitny plan i to mi się podoba. Cieszę się, że działacze nie chcą tylko zaistnieć przez chwilę w wyższej lidze, ale chcą zbudować drużynę, która na stałe zadomowi się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Widzę, że nie chodzi tu o zadowolenie się występami na poziomie drugo- czy pierwszoligowym. Ludzie są tu bardzo zapaleni do wcielenia w życie tego planu.
– Na co stać zespół, który będzie miał pan do dyspozycji w najbliższym sezonie?
– Zespół, który udało się tutaj skompletować, nie jest zespołem na druga ligę. Już w tym roku w pierwszej lidze mógłby walczyć o czołowe miejsca. To daje nam niemal pewność, że w następnym sezonie zagramy na pierwszoligowych boiskach.
– Patrząc na listę zawodniczek, można zauważyć, że pierwszą rozgrywającą będzie Kinga Baran, która cały poprzedni sezon grała jako przyjmująca lub atakująca, i będzie ona musiała na pewno sporo popracować, aby odzyskać dawną formę. Jej zmienniczką ma być juniorka Marika Doktorska. Czy nie obawia się pan, że na tej pozycji będzie problem?
– Kingę Baran znam, jeszcze kiedy była młodziczką i grała w Łodzi. Przez wiele sezonów grała na rozegraniu w ekstraklasie. Nie wiem, dlaczego w Legionovii grała na innej pozycji. To jest fantastycznie wyszkolona, wszechstronna zawodniczka, ale ona powinna grać na rozegraniu. Dlaczego nie rozgrywała w Legionovii, trzeba by zapytać poprzedniego trenera. Ja się nie boję, że sobie nie poradzi. Śledzę jej grę od wielu sezonów i wiem, że ma ogromne możliwości jako rozgrywająca. Wszystkie jej predyspozycje przemawiają na jej korzyść i ja będę na nią stawiał. Drugą rozgrywającą będziemy przy Kindze wychowywać.
– Czy to już koniec poszukiwań nowych zawodniczek?
– Ten zespół nie jest jeszcze do końca skompletowany i być może do Legionowa trafi jeszcze jedna rozgrywająca. Ale nie jest to problem. Poradzimy sobie także z dwiema zawodniczkami, które mamy. Szukamy też zawodniczki na pozycję środkowej. Prowadzimy rozmowy i są one już na ukończeniu, ale nie chcę jeszcze zdradzać nazwiska, bo rozmowy toczą się z dwiema siatkarkami, w tej chwili nie wiemy, która z nich do nas trafi. To wyjaśni się w ciągu kilku najbliższych dni.
|
Komentarze użytkowników (0)
|
|
|