| Napisany przez Leo, z 21-04-2010 00:00 |
Niejasne okoliczności odwołania przewodniczącego Jana Sołtysa
Nie jest niczym nadzwyczajnym, że szef gminnych radnych sprawuje swą funkcję niepełną kadencję. Sposób, w jaki skrócono ją w Wieliszewie przewodniczącemu Janowi Sołtysowi, może jednak dziwić. Jeśli nie nasuwać przypuszczenia o pozamerytorycznych powodach całego zamieszania.
Dla osób znających kulisy działania wieliszewskiej rady gminy to nie zaskoczenie: czarne chmury nad głową Jana Sołtysa zbierały się od dawna. Część radnych zarzucała mu doprowadzenie do rozbicia rady i nie będące w zakresie jego kompetencji podpisanie porozumienia z rumuńską gminą Siret. Jakkolwiek to pierwsze poprzeć faktami raczej trudno, a na drugie – podejmując stosowną uchwałę – zezwolili przewodniczącemu sami radni, w ślad za tymi zarzutami 25 lutego poszedł wniosek o zwołanie nadzwyczajnej sesji rady gminy. Nadzwyczajnej, bo mającej na celu zmianę dotychczasowego przewodniczącego tego ciała. – Z powodu formalnych uchybień, a więc nie wymienienia w nim wnioskodawców oraz brakiem projektów uchwał, które powinny być do niego dołączone, odrzuciłem ten wniosek i wyznaczyłem datę zwyczajnej sesji rady na 30 marca. Uznałem, że do tego czasu członkowie rady będą mogli sobie wszystko przemyśleć i przeanalizować, rozważyć wszelkie za i przeciw – tłumaczy Jan Sołtys. Jednocześnie, czyniąc de facto zadość panującym wśród niektórych radnych nastrojom, 4 marca dostarczył on do Biura Obsługi Klienta pisemną rezygnację z pełnionej funkcji. „… uznałem, że złożenie przeze mnie rezygnacji (…) może przynieść pozytywny skutek w postaci usunięcia pretekstu dla obstrukcji (…) która szkodzi interesom gminy Wieliszew” – pisał Jan Sołtys.
I tu zaczyna robić się ciekawie. Jak nieoficjalnie udało nam się dowiedzieć, już w kilkadziesiąt minut po wizycie Jana Sołtysa w urzędzie gminy, u jej wójta Waldemara Kownackiego zadzwonił telefon. Radny Edwin Zezoń pytał go o treść złożonego przez przewodniczącego oświadczenia. Tej z oczywistych względów wójt jeszcze nie znał. Nie przeszkodziło to jednak ośmiorgu „antysołtysowym” radnym w błyskawicznym dostarczeniu do BOK nowego, pozbawionego formalnych błędów wniosku. Wniosku opatrzonego datą 4 marca… W reakcji na ten cokolwiek dziwny zbieg okoliczności Jan Sołtys wystosował pismo do przewodniczącego Komisji Rewizyjnej z prośbą o zbadanie obiegu ww. dokumentów. Jaka będzie diagnoza, czas pokaże.
Tak czy inaczej w końcu przyszedł czas na zwołaną na 30 marca sesję Rady Gminy Wieliszew. Jednym z jej punktów miało być głosowanie nad przyjęciem rezygnacji Jana Sołtysa z funkcji jej przewodniczącego. Miało być, ale nie było, gdyż porządek obrad zmieniono. W tym nowym próżno już szukać słowa o rezygnacji Jana Sołtysa, pojawił się za to wniosek o jego odwołanie. Efekt z zasadzie ten sam, różnica jednak znacząca. Nawiasem mówiąc, pojawił się tak szybko, że nie znalazł się w oficjalnych dokumentach. A to oznacza, że radni po raz pierwszy tego dnia złamali prawo. Statut gminy Wieliszew rozstrzyga tę kwestię jednoznacznie. Zgodnie z §53 każdy projekt uchwały oprócz zwyczajowej formy (forma papierowa) i zawartości (tytuł, podstawa prawna, postanowienia merytoryczne) powinien zostać zaopiniowany przez radcę prawnego co do jej zgodności z obowiązującym prawem. Tego w tym przypadku zabrakło. Przegłosowano więc projekt uchwały, który formalnie nie istniał. Zrobiono to w każdym razie skutecznie i zanim ktokolwiek zdążył się zorientować, nowym przewodniczącym został pełniący już kiedyś tę funkcję Andrzej Snopek. I tu radni złamali prawo po raz drugi. §16 statutu mówi wyraźnie: „W przypadku odwołania z funkcji bądź wygaśnięcia mandatu Przewodniczącego (….) Rady przed upływem kadencji, Rada na swej najbliższej sesji dokonuje wyboru na wakujące stanowisko”. Najbliższej, a więc następującej po tej, na której rada odwoła lub stwierdzi wygaśnięcie mandatu przewodniczącego.
Mimo to Andrzej Snopek zabrał się do pracy z takim zapałem, że z rozpędu podpisał protokół z sesji, którego podpisać, przynajmniej w całości, nie powinien. Co więcej, wygląda na to, że wszystkie podpisane przez Snopka uchwały są nieważne.
Mimo że zwyczajna sesja rady gminy zwyczajna tak naprawdę nie była, wójt Waldemar Kownacki przysłuchiwał się jej tylko przez chwilę: otworzył obrady, wprowadził do porządku jedną uchwałę i z powodu innych obowiązków opuścił salę. – Samej procedury odwołania nie chciałbym komentować. Na pewno żadne zmiany w radzie nie służą promowaniu gminy. Zawsze byłem przeciwny takim działaniom, ale powiedzmy, że radni doszli do wniosku, że te zmiany są konieczne i to jest ich suwerenna decyzja – mówi wójt. Jak przyznaje, sam Jan Sołtys miał świadomość chadzania czasem – co prawda w interesie gminy, ale jednak – na proceduralne skróty. Teraz, jak widać, odbiło mu się to samorządową czkawką.
Co dalej? Sprawą naruszenia gminnego statutu powinien zająć się wojewoda mazowiecki. Powinien, tyle że najpierw ktoś go będzie musiał o całej sprawie powiadomić. Czy wśród radnych znajdzie się chętny? Na to raczej nie ma co liczyć. Pozostaje więc nadzieja, że „antysołtysowi” radni z Edwinem Zezoniem na czele sami siebie wezwą do usunięcia naruszenia prawa i to co zepsuli szybko naprawią z przyjęciem rezygnacji Jana Sołtysa włącznie.
|
Komentarze użytkowników (0)
|
|
|