| Napisany przez Waldek Siwczyński, z 04-03-2010 00:00 |
 Tak jak okolice Sylwestra sprzyjają noworocznym postanowieniom wszelakiej poprawy, tak wiosna, jak żadna inna pora roku, zachęca do porządkowania. Wszystkiego. Najprościej zacząć od własnej chałupy. To zresztą (pomijając przypadki ekstremalnego, za przeproszeniem, pier…nieładu) czynność najłatwiejsza. Nie trzeba sięgać do głęboko zakonspirowanych rezerw samodyscypliny, wystarczy tylko wywalić z obejścia klamoty, bez których możemy się obejść. A jest tego, wbrew pozorom, sporo. U jednej pisarskiej mądrali wyczytałem, że w razie wątpliwości czy coś jest jeszcze potrzebne, czy też potrzebne inaczej, należy zastosować tzw. zasadę sześciu miesięcy. Polega ona na usunięciu z domu kontrowersyjnych przedmiotów i ich wyniesieniu, powiedzmy, do piwnicy. Jeśli przez pół roku nie będą nam potrzebne, ani nawet o nich nie pomyślimy, fundujemy im natychmiastową, deathinitywną eksmisję. Tak sobie tylko myślę, że – uwzględniając jej genialną wręcz prostotę – metoda ta może być stosowana nie tylko wobec materii nieożywionej. Idę o zakład, że gdyby tak ludziska zaczęli praktykować ją na swych życiowych partnerach, po sześciu miechach często okazywałoby się, że ci są do rzyci, a ich przydatność do partnerskiego spożycia była jeno pielęgnowaną od lat iluzją.
Biorąc się za wiosenną przepierkę egzystencjalnych brudów można nie poprzestawać na swym otoczeniu i odkurzyć również własny organizm, tudzież zakamarki udręczonej codziennością psyche. To oczywiście trudniejsze. Żądne pożądania panie mogłyby na przykład odpuścić sobie wieczorne seanse fototerapii światłem z lodówki, a panowie zrezygnować z kupowania czegokolwiek od ekspedientek sprzedających swój towar przy ulicach szybkiego ruchu. Nie od rzeczy byłaby także uśmiechnięta gęba oraz uzdrowienie swych kontaktów towarzyskich. To ostatnie osiąga się m.in. przez SZCZERE pogratulowanie awansu koledze z firmy lub PRAWDZIWY uśmiech na wieść o niesamowitym kochanku zamężnej od lat koleżanki. Wiem, wiem, czasem to jednak nie do osiągnięcia…
Korzystając z marcowego pałerka ja także postanowiłem troszkę powycierać swe kurze. Piękniejszy od tego nie będę, to jasne, może jednak piękniejszy stanie się widziany moimi oczami świat? Co by nie mówić, to gra warta świeczki. I ściereczki.
|
Komentarze użytkowników (0)
|
|
|