| Napisany przez Gadget, z 03-09-2009 00:00 |
Miasto św. Wojciecha znów zatętniło… dźwiękami
O tym, że w sezonie letnim nie ma właściwie weekendu, w którym w Serocku wieje nudą, wiadomo nie od dzisiaj. Potwierdziło się to również w poprzednią niedzielę, kiedy odbył się tam koncert orkiestr dętych. I to koncert, co warto podkreślić, w mocnej międzynarodowej obsadzie.
Stricte muzyczną część imprezy, co zresztą należy do serockich zwyczajów, poprzedził muzyczno-taneczny korowód, który przespacerował się ulicami miasta. A ponieważ był kolorowy i przyjemnie dla ucha hałaśliwy, trudno się dziwić, że na trasie jego przemarszu – z rynku na stadion miejski – dość licznie pojawiali się mniej lub bardziej przypadkowi widzowie.
Już podczas właściwego koncertu jako pierwsza zaprezentowała się grupa z Węgier o tyleż wdzięcznej, co trudnej do wymówienia nazwie Szabolcs Koncert Fuvoszenekar. Wspaniały szoł, wzbogacony w dodatku występem mażoretek, mógł, a wręcz musiał się podobać. Później do głosu doszła orkiestra z Niemiec. Jak na tę nację przystało, muzycy nie silili się na dęciakową awangardę i w większości wykonali po prostu tradycyjne utwory koncertowe. Trzecia z kolei zaprezentowała się grupa z Litwy. I znów było ciekawie. Dyrygent orkiestry dętej „Mažeikiu dudoriai” w finale występu sterował muzycznie nie tylko swoim zespołem, ale i zgromadzoną publicznością. Ta poddała się wspomnianym zabiegom niemal bez walki. Na długo w pamięć zapadnie też pewnie wszystkim włoska grupa folklorystyczna „Laccio d” Amore”. Na zakończenie koncertu dała ona wielobarwny pokaz taneczno-muzyczny. Żywiołowość tancerzy połączona z ich radosnym usposobieniem podbiła większość obecnych na stadionie widzów.
|
Komentarze użytkowników (0)
|
|
|