| Napisany przez ulka, z 06-10-2006 00:00 |
Piotruś Jakubowski jest już w domu. Chłopiec pomyślnie przeszedł chemioterapię oraz przeszczep szpiku kostnego. Mimo że jest słaby i zanim powróci do dawnego życia minie jeszcze sporo czasu, to już teraz na jego bladej twarzy maluje się nieśmiały uśmiech. …Uśmiech w stronę tych, którzy uratowali mu życie.
Zaledwie trzy tygodnie przed świętami Bożego Narodzenia rodzice jedenastoletniego Piotrusia dowiedzieli się, że organizm ich najmłodszego syna zaatakował nowotwór. Diagnoza lekarzy – przewlekła białaczka szpikowa zabrzmiała jak wyrok śmierci. Jedynym ratunkiem dla młodego mieszkańca Legionowa był przeszczep szpiku kostnego poprzedzony niezwykle drogą chemioterapią. Jej miesięczny koszt to aż 10 tys. złotych. Zrozpaczeni rodzice, których nie było stać na pokrycie leczenia syna, zaczęli gorączkowo szukać pomocy. Wiadomość o tragedii rodziny obiegły lokalne media. Sprawa szybko nabrała rozgłosu i na apel Jakubowskich zaczęli odpowiadać mieszkańcy Legionowa oraz różne instytucje.
Trzeciego lipca br., dzięki licznym datkom, we wrocławskim szpitalu Piotruś został poddany zabiegom, które miały go przygotować do przeszczepu szpiku kostnego. – Przez dziesięć dni syn otrzymywał ostrą chemię – mówi Iwona Jakubowska, mama chłopca. Po tej chemicznej kuracji Piotrusia skierowano do specjalnie przystosowanej do zabiegu sali. Miejsce to zostało napromieniowane i oczyszczone z wszelkich bakterii. Gdy wprowadzono go na salę, mógł go odwiedzać tylko jeden rodzic. Mimo że zabieg trwał trzy godziny, Piotruś spędził w niej dwanaście dni. Tyle bowiem czasu jego organizm potrzebował na odnowienie komórek macierzystych. – Po zabiegu zaczęły wypadać mu włosy. Bolało go gardło, wymiotował. Mimo że na sali panowały sterylne warunki Piotruś zaczął gorączkować. Okazało się, że jego organizm zaatakowała jakaś bakteria – mówi pani Iwona.
Piotruś otrzymał odpowiednie leki. Jego stan zdrowia poprawił się na tyle, że po ponaddwumiesięcznym leczeniu wreszcie wrócił do domu.
Chłopiec od tygodnia jest już w Legionowie. Obecnie zażywa leki, które mają zapobiedz odrzuceniu przeszczepu. Nie wiadomo jednak, jak długo ta kuracja potrwa. Mimo że męczą go jeszcze bóle głowy, wymioty, już teraz myśli tylko o jednym. – Chcę jak najszybciej wrócić do szkoły, do swoich kolegów i koleżanek. Chcę znowu grać w koszykówkę – mówi z uśmiechem. – Chcę też podziękować wszystkim tym, którzy mi pomogli, tym, którzy uratowali mi życie.
|
Komentarze użytkowników (0)
|
|
|